piątek, 12 kwietnia 2013

Rozdział 49.

Upadłam. Moje ciało uderzyło o niezbyt czysty parkiet. Zamknęłam oczy i czułam to, co podczas wypadku. Moja życie znowu przemijało mi przed oczami.. Ja, Zayn, wakacje, wszystko. Usłyszałam tylko krzyk Olivii
- Julka ! - dziewczyna wrzasnęła płacząc.
Nie mogłam wymówić ani jednego słowa. Nie wiedziałam co się stało, ale czułam, że moje ramię  krwawi. Chciałam.. Chciałam zamknąć oczy, ale nie mogłam. Nie mogłam tak po prostu dać się śmierci.
- Nie zamykaj oczu ! Słyszysz ? Nie zamykaj tych cholernych oczu !  - Olivia uklękła przede mną, podtrzymując moją głowę, która opadała.
- Powiedz.. Powiedz mu, że  wybaczyłam. Powiedz mu, że go kocham. - próbowałam zlepić zdanie.
- Co ty wygadujesz ? Sama mu to powiesz, słyszysz ?
Zamknęłam oczy ale czułam, że ktoś mnie podnosi i niesie. Dalej nie pamiętałam nic.. Nie wiedziałam czy ja w ogóle żyje.

                                                    - Z perspektywy Olivii-
Chłopak podszedł z nią do okna. Nie wiedziałam co mam robić, jak ją ratować. Nagle usłyszałam rozbicie szyby, a potem strzał. Jeden,  drugi. Julka zsunęła się po podłodze. Ktoś strzelił z tyłu. Odwróciłam się, a w krzakach ujrzałam Kubę.. Spojrzał na mnie mrożącym krew w żyłach spojrzeniem, ale zaraz został schwytany przez policję.  Nie wiedziałam, jak wyszedł na wolność, ani skąd wiedział, że tu będziemy. Teraz najważniejsza  była dla mnie Julka. Podbiegłam pod nią i zobaczyłam, że jej całe ramię tonie we krwi. Zakryłam usta ręką i byłam w szoku.  Uklękłam i podniosłam jej głowę, która co chwile usiłowała opaść.
-  Nie zamykaj oczu ! Słyszysz ? Nie zamykaj tych cholernych oczu ! - krzyknęłam.
- Powiedz.. mu, że mu wybaczyłam. Powiedz mu, że go kocham.
- Co ty wygadujesz ? Sama mu to powiesz, słyszysz ?
Chwile potem, Julię podniósł ratownik i zaniósł do karetki. Pobiegłam za nim, chcąc jechać z nią do szpitala. Wsiadłam do karetki i złapałam ją za rękę.
- Możesz zawiadomić jej rodziców ? - spytał ratownik.
Wyjęłam w nerwach telefon, przeszukując kontakty. Wreszcie natknęłam się na numer Pani Graves. Zadzwoniłam. Jeden sygnał, drugi aż wreszcie odebrała.
P.G - Dziewczynki, jest już 22, gdzie wy jesteście ?
J - Bo, proszę pani.. Julka. Julka jedzie do szpitala. Została postrzelona w ramię przez Kubę. Wszystkiego się pani dowie w szpitalu, ale..
Usłyszałam spadający telefon na ziemię, a potem tylko pojedyńczy sygnał.
Wreszcie dojechaliśmy, a ja od razu pobiegłam do funkcjonariusza policji.
- Może mi pan powiedzieć, jak do jasnej cholery ten człowiek, który postrzelił moją przyjaciółkę jest na wolności ? - krzyknęłam ze łzami w oczach na policjanta.
- Spokojnie. Został wypuszczony za dobre sprawowanie. Teraz na pewno grozi mu przynajmniej 20 lat więzienia.
Ostatni raz spojrzałam w oczy funkcjonariusza i pobiegłam w stronę budynku szpitala. Wbiegłam do windy i uporczywie wciskałam guzik na 4 piętro. Wreszcie ruszyła. Kiedy z niej wyszłam, zobaczyłam, że przed blokiem operacyjnym siedzi mama Julki. Podeszłam i usiadłam koło niej.
- Możesz mi powiedzieć, dlaczego to wszystko spotyka właśnie moje dziecko ? Nie rozumiem.. - kobieta mówiła, sztywno wpatrując się w ścianę.
- Ja nie wiem.. To moja wina. Może, gdybym nie wyciągnęła ją na ten spacer, gdyby nie Kuba..
- Nie Olivia. To nie jest tak. - kobieta próbowała mnie pocieszyć.
- Pani nie rozumie. To ja powinnam teraz leżeć na miejscu Julii. Kuba myślał, że to ja jestem prowadzona przez tego chłopaka. To ja powinnam teraz walczyć o życie. Nie ona. - wstałam łapiąc się za głowę.
- Jak to ?
- Po prostu.. Nie mówiłyśmy tego pani, ale Kuba podczas naszych wakacji raz do nas przyszedł i pewnie gdyby nie Niall, nie wiem co by się stało. Potem mnie porwał. Wtedy, on nas śledził. Potem zauważyłyśmy, jak ci dwaj chcieli się włamać do jubilera. Niestety, się zorientowali, że my ich obserwujemy. W tym samym czasie, kiedy my byłyśmy przetrzymywane, Kuba schował się w krzakach, czekając na pierwszą lepszą okazję, aby we mnie.. strzelić.Niestety chłopak się pomylił i trafiło na Julię..
- Skąd to wiesz ?
- Rozmawiałam z porucznikiem policji. Teraz pani rozumie ?
- Mimo to, nie mogę cię winić. Teraz pozostaje nam czekać. - kobieta mnie przytuliła.
Przypomniałam sobie to co mówiła do mnie Julia.
- Przepraszam na chwilę, ale ja muszę zadzwonić.
Wstałam i udałam się do bufetu. Wyjęłam telefon i wybrałam numer do Zayna.
Z - Halo ? - odebrał zaspanym głosem.
J - Cześć. Nie będę owijała w bawełnę i powiem prosto z mostu. Julia znowu jest w szpitalu. Została postrzelona przez Kubę. Przyjedź. Najlepiej teraz, zaraz. Ona teraz Ciebie potrzebuje najbardziej.
Z - Cholera.. Już jadę. Nie wiem, jak zdobędę bilety na samolot, ale coś wymyślę.
Rozłączyłam się i głośno westchnęłam. Jeśli coś jej się stanie, to ja sobie tego nigdy nie wybaczę. Z powrotem udałam się w stronę bloku operacyjnego.
Zobaczyłam, że mama Julki płacze. Podbiegłam pod nią i spytałam o co chodzi, a ona odpowiedziała :
- Kula, która uszkodziła ramie Julki, uszkodziła jakiś nerw, i ona teraz.. Ona..
- Ona co ? - spytałam przerażona.
- Ona jest w śpiączce. - kobieta wybuchła płaczem.
Opadłam na ławkę załamując ręce i chowając w nie głowę. Nie wierzyłam, że to się dzieje na prawdę. Po prostu w to nie wierzyłam.
- Czy, czy mogę do niej wejść ? - spytałam, na co kobieta kiwnęła głową.
Weszłam do sali, a ona właśnie tam leżała. Ręce miała złożone wzdłuż ciała, oczy zamknięte jakby spała. Nieważne, że ten sen mógł byś trochę dłuższy, przecież się obudzi. Obudzi się prawda ? Te pytania pojawiały się teraz w mojej głowie. Przecież ona mnie nie zostawi. Nie zostawi swojej przyjaciółki. Wszystko będzie dobrze Olivia. Wszystko będzie dobrze..
- Przepraszam, mogę panią prosić ? - spytała mnie pielęgniarka.
Wstałam i udałam się do gabinetu lekarskiego.  Zastałam tam wysokiego, około 40 lekarza. Siedział na skórzanym krześle, przypatrując mi się.
- Pan mnie prosił ? - spytałam stojąc w drzwiach.
- Tak. Proszę usiąść. - mężczyzna wskazał krzesło.
- Czy pani wiedziała, że pani przyjaciółka zażywa środki nasenne ? - spytał.
- Nie. Nie wiedziałam.. - powiedziałam zszokowana.
- Rozumiem. Czy w życiu pani przyjaciółki wydarzyło się coś, co mogłoby nie wiem.. jakieś ważne przeżycie ?
- Tak.. Ale ona chyba nie chciałaby, abym o tym mówiła. - powiedziałam.
- Tak, tak. Rozumiem. Mam do ciebie prośbę. Takie leki często prowadzą do uzależnienia, a z tego co mi wiadomo, pani Julia miała już kłopoty związane z tym tematem. Proszę, abyś  miała ją na oku. Jest to twoja przyjaciółka i na pewno spędzasz z nią wiele czasu. Z mojej strony to wszystko, dziękuję.
Wstałam i już chciałam wyjść, kiedy odwróciłam się i powiedziałam :
- Ona się obudzi, prawda ?
- Nic nie jest wiadome, ale.. śpiączka może potrwać tydzień, miesiąc, rok, a może nawet..
- Może nawet się nie obudzić, tak  ? - spytałam ze łzami w oczach.
- Ja chcę tylko powiedzieć, że wszystko jest możliwe, ale musimy być w dobrej myśli.
Kiwnęłam głową i wyszłam na korytarz. Stanęłam przed szklaną "ścianą" przez którą było widać salę Julii. Siedziała tam jej mama, głaszcząc ją po rękach.
W głowie szumiało mi tylko zdanie
śpiączka może potrwać tydzień, miesiąc, rok, a może nawet.. 
___________________________________________________________________
Wróciłam ! :) Jutro następny rozdział.


wtorek, 9 kwietnia 2013

Przepraszam.

Wiem, że obiecałam wam rozdział, ale niestety będzie on najpewniej dopiero w piątek. Musicie mnie zrozumieć, bo ten tydzień mam szczególnie zawalony i nawet nie mam czasu, aby załatwić swoje sprawy na fb itp. Przepraszam was bardzo i proszę o zrozumienie i cierpliwość. x

niedziela, 7 kwietnia 2013

oj.. :(

Przepraszam, ale dzisiaj nie będzie rozdziału, bo czuje się tak okropnie, że chyba nawet mięta nie pomaga.. Mam do was małą prośbę. Aby uniknąć takiego typu notatek na blogu, możecie śledzić mojego fp - Rób wszystko, ale nie kłam, gdy mówisz o miłości.  Tam codziennie informuję was na bieżąco, czy pojawi się rozdział. Jest to dla was ułatwienie, bo nie musicie czekać w niepewności czy rozdział się pojawi, czy też nie.
W razie pytań macie mojego aska.
                                                                                           Całuski xx




PS.
Rozwaliło mnie to xd. 

sobota, 6 kwietnia 2013

Rozdział 48.

Obudziłam się. Słońce przyjemnie ogrzewało moją twarz. Szybkim ruchem sięgnęłam po swoją komórkę. Spojrzałam na wyświetlacz, na którym zauważyłam małą kopertę. Oznaczało to, że mam wiadomość. Była ona od Olivii, która informowała mnie, że właśnie wraca do domu. Cieszyłam się, bo wreszcie będę mogła z kimś porozmawiać. Z kimś, kto mnie na prawdę rozumie i postara mi się jak najlepiej doradzić. Zwlekłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, założyłam to i zbiegłam na dół. Mojej mamy już nie było, co oznaczało, że wyjechała już do pracy. Zrobiłam sobie tosty, a w tym czasie co się piekły włączyłam telewizję. Właśnie leciały wiadomości, które postanowiłam obejrzeć. Nagle usłyszałam :
'Wiadomość z ostatniej chwili. Julia Graves i członek zespołu 1D - Zayn Malik rozstali się ! Przyczyną  prawdopodobnie była zdrada. Chłopak zdradził dziewczynę na imprezie, podczas jej pobytu u niego. Kiedy Julia Graves się o tym dowiedziała, natychmiast wyjechała z miasta.'
Słuchałam kobiety jak zahipnotyzowana. Niektórzy ludzie są na prawdę podli. I znowu.. Znowu wraca ten obraz, kiedy widziałam jak Zayn całuje się z tą dziewczyną. Wspomnienia wracają do czasu, kiedy wybiegłam z klubu, a potem chciałam się zabić. Cholera.. Szybko przełączyłam kanał, aby znowu wrócić do rzeczywistości. Nagle poczułam zapach spalenizny. Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam wyłączyć toster. Na szczęście, posiłek nadawał się jeszcze do spożycia. Jedząc, usłyszałam dźwięk swojej komórki. Sięgnęłam po nią i odebrałam.
- Hej. Właśnie wróciłam.. Może potem gdzieś wyjdziemy ?
- Hej. Masz na myśli gdzie ?
- No nie wiem. A na co masz ochotę ? Ja się dostosuję.
- Spacer ? Muszę z Tobą pogadać.
- Jasne. O 14 ? - Zaproponowałam.
- sure. - odpowiedziałam.
Posprzątałam po śniadaniu i jak to ja z powrotem rozłożyłam się na kanapie. Oglądałam jakieś seriale, aż natknęłam się na film pt. The Last Song. Bardzo mnie on zainteresował, toteż oglądnęłam go do samego końca. Przyznam, że przy końcówce zaczęłam płakać jak małe dziecko, ale to dlatego, że byłam cholernie wrażliwa.  Spojrzałam na zegarek, który wskazywał równą 13. Postanowiłam się zbierać, żeby nie wyszło, że JAK ZAWSZE  Olivia musi na mnie czekać. Przebrałam się w to, gdyż nigdy nie wiadomo co nam się podczas tego całego spaceru przytrafi. Rozczesałam włosy i spięłam je w dużego koka. Teraz zostało mi tylko czekać, aż dziewczyna się zjawi. Po parunastu minutach usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Idziemy ? - za drzwiami zastałam uśmiechniętą od ucha do ucha dziewczynę.
- A może się przywitasz ? - spytałam z wyrzutem.
- No tak..
Dziewczyna mocno mnie przytuliła, a ja zamknęłam dom i mogłyśmy iść. Zauważyłam, że Olivia ciągle się uśmiecha.
- Co Ci tak wesoło ? - spytałam ją w pewnym momencie.
- Życie jest cudowne. Mam kochaną przyjaciółkę i chłopaka.. - zaczęła, ale kiedy zobaczyła mój wyraz twarzy, zmieszała się.
- Cieszę się, że chociaż tobie się powodzi. - powiedziałam i spuściłam głowę na dół, by ukryć pchające się do mych oczu łzy.
- Przepraszam, ja.. Nie chciałam, zapomniałam. - Olivia się zatrzymała i złapała mnie za rękę.
- Nic się nie stało. Naprawdę. - kiedy już je opanowałam, wreszcie spojrzałam przyjaciółce w oczy.
- A tak w ogóle, to jak się czujesz ? - spytała.
- A jak mam się czuć ? Codziennie budzę się z tą samą wizją. Wizją dziewczyny siedzącej na kolanach Zayna. Budzę się z pytaniem : Wybaczyć ? Bije się z myślami.. Serce mówi wybacz, przecież go  kochasz, a rozum mówi : To co zrobił, nie jest wybaczalne. Zapomnij..
- Kochana, wszystko się jeszcze ułoży. Jesteście dla siebie stworzeni i nie wierzę, aby tak to się miało skończyć. - Olivia mnie przytuliła.
- Nie rozmawiajmy o tym. Co robiłaś, jak ja wyjechałam ? - spytałam.
- W sumie to nic. Bo.. No sama wiesz.- zaczęła kręcić.
- Czyli popsułam ci pobyt ? Nie chciałam, żeby moje problemy ci zepsuły te chwile z Niallem.
- Nie no coś ty. Wybij sobie to z głowy !
Szłyśmy jeszcze chwilę, aż doszłyśmy do parku. Na przeciwko była lodziarnia, więc postanowiłyśmy sobie kupić gałkę, dwie ewentualnie cały pucharek.
- Daj mi spróbować twoich ! - chciałam zamoczyć łyżkę w jej lodach, ale dziewczyna ją odepchnęła.
- Nie !
- Dlaczego ? - spytałam zdziwiona.
- Bo są zbyt dobre kochana.. - dziewczyna się zaśmiała.
Wystawiłam jej język i wzięłam się za swoją porcję. Kiedy skończyłyśmy deser, udałyśmy się w dalszą "podróż". Szłyśmy chodnikiem, kiedy ktoś mnie zaczepił.
- Julka ?
Odwróciłam się i zobaczyłam Sebastiana.
- O hej. - powiedziałam uśmiechając się sztucznie.
- Co ty tu robisz ? - spytał.
- Jestem na spacerze z przyjaciółką. A właśnie ! To jest Olivia. - przedstawiłam dziewczynę.
- Miło mi, Sebastian. Może dacie się zaprosić na kawę ?  - zaproponował.
- Yyy.. Wiesz.. My. - zaczęłam kręcić.
- Sorki Sebastian, ale musimy już iść. Może innym razem, pa. - powiedziała za mnie Olivia - Powiedz mi kto to jest ? - spytała kiedy już byłyśmy wystarczająco daleko.
- Nikt ważny. Poznałam go przypadkiem. - odpowiedziałam.
- Jest dziwny... - Julka się skrzywiła.
 - No może trochę.
Szłyśmy dalej, a ja szczerze mówiąc, chciałam wracać do domu. Nagle zauważyłam, że pod Jubilera podjeżdża czarna furgonetka.
- Ej, patrz ! - Olivia wskazała na nią.
- Kto to ? - spytałam.
Niespodziewanie zauważyłam, że mężczyźni którzy z niej wyszli, mają ze sobą broń. Wszystko jasne - złodzieje.
- Schowajmy się. - szepnęłam do niej.
- No co ty. Trzeba na policję zadzwonić. - odpowiedziała Olivia, wyciągając telefon. Tamci chyba nas zauważyli, bo jeden zaczął biec w naszą stronę.
- Cholera ! Uciekaj ! - krzyknęłam łapiąc przyjaciółkę za rękę.
Biegłyśmy ile sił, ale tamten był szybszy. Złapał mnie za kostkę, a ja się wywróciłam pociągając za sobą Olivię.
- Dziewczynki chciały na policję dzwonić. Ładna jesteś. Ciekawe.. - chłopak powiedział, po czym szarpnął mną.
- Zostaw ją ! - krzyknęła Olivia, ale dostała w policzek i upadła.
- Tobą zajmie się ktoś inny. A teraz idziemy ! - złapał mnie i Olivię za rękę i prowadził do Jubilera.
Popchnął nas w stronę pomieszczenia i związał. Sam z jego "kumplami" zaczął ładować towar do worków, a potem do furgonetki.
- Olivia, ja mam jeszcze telefon. - szepnęłam do dziewczyny.
- Dasz radę zadzwonić na policję ?
- Nie wiem. Spróbuję.
Zaczekałam, aż zgromadzi im się więcej worków, aby pakowanie ich do samochodu zajęło im więcej czasu. Kiedy wyszli, próbowałam rozwiązać ręce. Wreszcie mi się udało.
- Patrz czy idą. - zwróciłam  się do Olivii.
Wykręciłam numer, a kiedy ktoś odebrał powiedziałam:
- Napaść na Jubilera. Złodzieje mają dwie zakładniczki. Jubiler - Złoto. Ul. Downing Street 5.
-Idą ! - powiedziała Olivia.
 Szybko schowałam telefon do kieszeni i włożyłam ręce w pętle, którą wcześniej udało mi się zdjąć.
- No a teraz pojedziemy do nas. - jeden z nich kucnął i głaskał mnie po głowie.
Nagle usłyszałam dźwięk syreny.
- Wezwały gliny ! Wiejemy ! - jakiś chłopak przybiegł i zaczął pakować ostatni worek.
- Wy.. - chciał nas uderzyć, ale usłyszał :
Jesteście otoczeni ! Wypuście dziewczyny ! Starszy z nich wziął i pociągnął mnie za włosy tak, abym wstała. Przyłożył mi pistolet do głowy i podszedł pod okno. Pisnęłam, a Olivia płacząc krzyknęła :
- Zostaw ją człowieku ! Co ona Ci zrobiła !
Też płakałam. Czułam, że to już koniec. Mój wielki koniec. Tyle razy dostawałam szansę. Wypadek, próba samobójcza a teraz to.. Nagle usłyszałam strzał.
___________________________________________________________________________
Komentujcie ♥ Chciałabym wiedzieć ile osób czyta moje opowiadanie, dlatego proszę aby wszyscy, ale to WSZYSCY którzy coś napisali, żebym wiedziała. Może być zwykłe - czytam :) Jest to dla mnie mega ważne xx

piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 47.

Pojechałam z mamą do domu z nadzieją, że tam uda mi się w końcu odpocząć. Za dużo się dzisiaj wydarzyło i stanowczo za dużo łez wylałam.
- Proszę cie, nie płacz już. - mówiła do mnie mama prowadząc samochód.
- Jak mam nie płakać, jak właśnie teoretycznie rozstałam się na jakiś czas z moim chłopakiem ?
- Zayn to nie wszystko kochanie. - powiedziała mama.
- Jak możesz tak mówić ? Przecież wiesz, że go kocham. - prawie na nią krzyknęłam.
- Ja to wszystko rozumiem, ale za miesiąc się zacznie szkoła, masz egzaminy. Jak ty znajdziesz na to wszystko czas ?  A Zayn to nie pierwszy i nie ostatni chłopak w twoim życiu.
Nie wierzyłam, że ona to mówi. Moja własna matka była przeciwko mnie. Przecież tak dobrze wiedziała, jak go kocham. Jaki jest dla mnie ważny.
- Zatrzymaj się. - powiedziałam na skraju cierpliwości.
- Ale jak ? Zaraz będziemy w domu.
- Zatrzymaj się ! - krzyknęłam.
Mama zjechała na pobocze, a ja wysiadłam z samochodu.
- Julka, co ty robisz ? Wracaj do samochodu ! - mama wystawiła głowę przez szybę.
- Nie będę nigdzie wracać. Jak mogłaś tak powiedzieć ? - stanęłam i odwróciłam się w jej kierunku.
- Nie wygłupiaj się i wsiadaj. - mama dalej drążyła temat.
- Powiedziałam, że nigdzie nie będę wsiadać !
Mama pokręciła głową i odjechała. To była moje pierwsza "kłótnia" z mamą. Od zawsze miałyśmy na prawdę dobry kontrakt. Była nie tyle moją matką, jak przyjaciółką. W głębi serca wiedziałam, że to jednorazowa sytuacja. Ale.. Może miała racje ? Może teraz powinnam skupić się na nauce ? Nie, Julka wyrzuć te myśl z głowy ! Kochasz go mimo tego, co ci zrobił. Poukładasz sobie wszystko i postarasz się mu przebaczyć. Spróbujesz..
Kierowałam się teraz w stronę, której tak na prawdę nie znałam.  Nie obchodziło mnie to, że nie wiedziałam gdzie idę, ani to co powie na to mama. Teraz liczyłam się tylko ja i moje cholerne życie.  Idąc dalej, zauważyłam małą, prawie całkiem zarośniętą dróżkę. Czułam, że musiałam tam iść. Dając się ponieść mojemu instynktowi, po prostu skręciłam. Droga, a raczej dróżka wyglądała, jakby dawno ktoś po niej nie przejeżdżał. Wreszcie zaprowadziła mnie ona na wielką polanę. Była na prawdę ogromna. Na około był las, tylko gdzieś na uboczu zdołałam usłyszeć mały strumyk. Podeszłam do niego i przejrzałam się. Nie.. To stanowczo nie byłam dawna ja. Miałam potargane włosy, podpuchnięte oczy i wyglądałam jak szara mysz. Nie dziwiłam się sama sobie, bo przecież całe dwa dni płakałam. Nagle poczułam, że ktoś szturcha mnie w ramię. Zerwałam się.
- Co ty tu robisz ? - spytał jakiś chłopak.
- Ja ? Ja po prostu tutaj trafiłam przypadkiem.
- Nie wiesz, że to teren łowiecki ? Nie wolno tutaj wchodzić. - kontynuował chłopak.
- Przepraszam, nie wiedziałam. To ja już pójdę. - chciałam kierować się w stronę, skąd przyszłam, ale chłopak powiedział.
- Nic się nie stało. Powiesz mi jak masz na imię ?
- Julka. A ty ? - podałam mu dłoń.
- Sebastian.
- Muszę już iść. Miło Cię poznać Sebastian. - odpowiedziałam i odeszłam.
Uspokoiłam się i mogłam wrócić do domu. Nie czułam się dobrze, że przed 15 minutami pokłóciłam się z mamą. Po chwili usłyszałam dźwięk telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz - Olivia.
- Słucham ?
- Cześć. Wszystko u ciebie w porządku ? Martwimy się..
- Bywało lepiej, a u chłopaków ?
- W sumie to wszystko ok, ale sama wiesz..
- A.. a Zayn ? - przełknęłam ślinę.
- Na prawdę chcesz to wiedzieć ?
 - Tak.
- Więc, chłopak się całkiem załamał. Nie wychodzi z pokoju, rzadko coś je i się odzywa. Po prostu cierpi tak samo jak ty.
I znowu to samo. Łzy pchały mi się do oczy, a ja nie byłam w stanie ich opanować.
- Julka, jesteś ?
- Co ? A tak.. Powiedz mu.. Powiedz mu, że go kocham i żeby dał mi czas.
- Kochasz go ?
- Kocham. Przyznam, że cholernie mnie zranił, ale nie potrafię wybaczyć mu od razu. Bardzo mnie zabolało to co zrobił.. ale nikt nie jest idealny.
Nie wierzyłam, że to powiedziałam, ale tak na prawdę było. Łzy może na prawdę pomagają i pozwalają trzeźwo myśleć.
- Przekażę mu, cieszę się, że już lepiej się czujesz. Ja przyjadę jutro, to pomagamy.
Pożegnałam się z nią. Nie wiedziałam nawet kiedy doszłam już pod dom. Przekręciłam zamek i weszłam do środka. Mama stała i czekała na mnie z założonymi rękoma.
- Gdzie byłaś ? - spytała mnie.
- Nigdzie. - odpowiedziałam, chcą iść już na górę.
- Julka, przepraszam. Nie powinnam tak mówić. Może po prostu nie zdałam sobie sprawy, że moja mała córeczka już tak bardzo wyrosła. Przepraszam cię kochanie.
Przytuliłam ją i czułam, że zrobiło mi się lżej na sercu.
- Ja też cię przepraszam mamo. Po prostu teraz.. muszę się zastanowić nad moim życiem. Mam 17 lat, a już zaczynają się schody.
- Poradzisz sobie. A teraz idź się wykąpać a ja zrobię kolację. Na co masz ochotę ? - spytała.
- Nie wiem. Wymyśl coś. - uśmiechnęłam się i pobiegłam na górę.
Zrzuciłam z siebie dres i poszłam pod prysznic. Wzięłam mój ulubiony żel pod prysznic. Kiedy tylko jego zapach rozciągną się w kabinie, czułam się jak w niebie.. Wreszcie wyszłam i założyłam na siebie piżamę. Poszłam na dół i razem z mamą zjadłam kolację. Następnie pooglądałam telewizję i pobiegłam do siebie do pokoju. Sprawdziłam pocztę - pusto. Przeglądnęłam tt i facebooka. Tam znalazłam wiadomość. Była od Malika. A treść brzmiała tak : Też Cię kocham. Mam nadzieję, że mi wybaczysz, a ja będę cierpliwie na ciebie czekać..
Nie wiedziałam co mam myśleć, więc zmieszana odłożyłam laptopa i wsunęłam się pod kołdrę. Wreszcie zasnęłam.
____________________________________________________________________
Koment, Koment ! ♥

środa, 3 kwietnia 2013

Rozdział 46.

- Nie rób tego !
Odwróciłam się i ujrzałam tego samego mężczyznę, który wpuścił mnie do biura.
- Niech pan stąd odejdzie ! - krzyczałam.
- Dziecko, dlaczego chcesz zmarnować sobie życie ? Nie rób tego.
Mężczyzna stopniowo przybliżał się do mnie.
- Jeszcze jeden krok i skoczę. - groziłam ze łzami w oczach.
- Miałem żonę i dzieci. Byłem alkoholikiem i nie było takiego dnia, w którym nie uderzyłbym albo dzieci albo żonę. Po pewnym czasie ona mnie zostawiła, a ja zrozumiałem jakim byłem katem dla swojej rodziny. Chciałem, aby do mnie wróciła, ale ona nie chciała o tym słyszeć. Czułem, że nie mam już szans, a co się z tym wiązało - brak  sensu życia.  Wziąłem sznur i zeszedłem do piwnicy. Już byłem blisko śmierci, aż do tego miejsca w którym tak bardzo łaknąłem swojej śmierci, nie przybiegła moja żona.
- Po co.. Po co pan mi to wszystko mówi ? - spytałam dalej stojąc po zewnętrznej części balkonu.
- Po to, żebyś przypadkiem nie zmarnowała swojego życia. Jesteś jeszcze bardzo młoda, masz tyle  przed sobą. Spójrz na mnie.. Kiedyś moje życie nie miało sensu, a teraz mam żonę, dzieci i wnuka w drodze.
- To nie ma znaczenia. Byłam wstanie oddać dla niego wszystko,  a on zrobił mi takie coś.. Wie pan ? Jak to jest czuć się jak zwykła..
- Nie możesz tak mówić. Nie wiem co się stało, ale on na pewno żałuje tego co zrobił. A teraz podaj mi rękę..
Mężczyzna był już przy mnie, a ja dalej nie chciałam podać mu dłoń.
- Dlaczego chce mi pan pomóc ? - spytałam.
- Dlatego, że dokładnie wiem jak się czujesz.
Uległam. Byłam już na tarasie - bezpieczna.
- Proszę.. Niech pan nikomu nie mówi co tu zaszło. Nikomu.
- Potrzebujesz pomocy.
- Nie potrzebuję niczyjej pomocy !  - wrzasnęłam na mężczyznę, ale na nim nie zrobiło to większego wrażenia.
Wręcz przeciwnie. Mężczyzna sięgnął ręką po portfel i wyjął z niego jakąś białą karteczkę. Nabazgrał na niej jakieś nazwisko, podał mi ją i wyszedł. Spojrzałam na nią, a było tam napisane nazwisko jakieś pani psycholog. Prychnęłam i już miałam wyrzucić ten owo skrawek papieru, kiedy moja ręka się cofnęła. Spojrzałam jeszcze raz na to nazwisko, po czym schowałam karteczkę do szarej bluzy. Ostatni raz spojrzałam na widok z balkonu i wyszłam. Zjechałam windą na parter, ale mężczyzny już tam nie było. Przed wieżowcem stał samochód mamy. Rozglądnęłam się za nią, ale nigdzie nie zdołałam jej zobaczyć. Wzruszyłam ramionami, przekroczyłam próg wielkich drewnianych drzwi zobaczyłam tam coś, czego nigdy nie spodziewałabym się zobaczyć.  Przed biurowcem stał motocykl, a na nim siedział.. Zayn.
- Julka zaczekaj. - chłopak podszedł pode mnie.
- Nie mam na co i na kogo czekać. - chciałam go wyminąć, ale złapał mnie za nadgarstek.
- Masz. Dlaczego nie chcesz mi uwierzyć ? Kocham Cię, nie rozumiesz tego ? - chłopak patrzył mi prosto w oczy.
- Masz rację. Nie wierze Ci.. - powiedziałam.
- Co mam zrobić, żebyś mi uwierzyła ?
Znowu patrzył na mnie tymi brązowymi jak czekolada oczyma. Nienawidziłam go. Nienawidziłąm go za to, jak na mnie działał, że nie mogłam mu nie ulec, że tak cholernie go kochałam.
- Dlaczego mi to robisz ?! - pękłam jak bańka mydlana i zaczęłam po prostu ryczeć.
- Julka..
- Nie ! Nienawidzę Cię, rozumiesz ? Kocham Cię i za pewne pozostaniesz w  moim sercu do końca życia, ale nie wiem czy jestem w stanie Ci to wybaczyć.. Przynajmniej nie teraz. Potrzebuję czasu i bardzo dobrze o tym wiesz. - mówiłam przez łzy, ledwo łapiąc powietrze.
- Czyli musimy się rozstać ? - chłopakowi ukradkiem poleciała łza.
- Nie wiem co będzie potem. Na razie, ja muszę po prostu nad tym wszystkim pomyśleć. Nie jestem w stanie wybaczyć Ci od tak. Odezwę się do Ciebie, kiedy już będę znała odpowiedzi na swoje pytania.
- Rozumiem. Może znienawidzisz mnie jeszcze bardziej, ale muszę to zrobić.
- Co ? - spytałam wycierając łzę.
 - To.
Zayn wziął moją twarz i przysunął do swojej. Pocałowaliśmy się.. Potem spojrzał mi w oczy i odjechał, a ja byłam zupełnie bezradna. Upadłam na chodnik i zaczęłam ryczeć jak opętana.  Zauważyłam, że w moją stronę biegnie mama.
- Julka, co się stało ? - podniosła mnie i zaprowadziła do samochodu.
Chcąc nie chcąc musiałam jej wszystko opowiedzieć. Od początku do końca.
- Pamiętasz co ci mówiłam, jak wracałyśmy z wakacji ? - spytała prowadząc auto.
Kiwnęłam oznajmująco i powiedziałam.
- Jak będziemy mieli żyć, dla siebie to będziemy.


Każda droga w pewnym momencie się rozwidla, wybieramy różne drogi, myśląc, że kiedyś się spotkamy widzisz jak ktoś coraz bardziej się oddala. To nic jesteśmy dla siebie stworzeni.
______________________________________________________________________________
datam ! Komentujcie !

wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział 45.

Kto chce może sobie włączyć to - http://www.youtube.com/watch?v=12U-D5at2lw

Leciałam teraz do Londynu. Łzy mimowolnie spływały mi po policzku jedna po drugiej. Tak, zbyt piękne aby mogło trwać wiecznie.
- Przepraszam, ale.. Mogę ci jakoś pomóc ? - spytała staruszka.
- Dziękuję, ale muszę wreszcie nauczyć się sama sobie pomagać. - odpowiedziałam wycierając łzy.
- Masz rację dziecko. - kobieta złapała mnie za rękę.
Po chwili usłyszałam dźwięk mojej komórki. Spojrzałam na wyświetlacz - Zayn xx. Odrzuciłam połączenie i jeszcze bardziej zaczęłam płakać. Oparłam głowę o małe okienko w samolocie i tak na prawdę myślałam, że moje życie straciło jakikolwiek sens.  Stewardessa powiedziała, że zaraz będziemy lądować. Szybko wytarłam łzy i spakowałam rzeczy, które wcześniej wyjęłam i czekałam, aż wreszcie wylądujemy. Kiedy tak się stało powiedziałam do kobiety.
- Dziękuję pani bardzo. - uśmiechnęłam się do niej, ale kosztowało mnie to nie lada wysiłku.
- Moje drogie dziecko. Trzeba sobie pomagać. - kobieta zrobiła to samo.
Na lotnisku odebrałam swój bagaż i zadzwoniłam po taksówkę. Kiedy już to zrobiłam usiadłam  w jakimś bufecie, bo taksówka miała przyjechać dopiero za jakieś 30 minut. Ciągle dobijała się do mnie jak nie Olivia to ktoś z chłopców, najczęściej Zayn. Wreszcie postanowiłam odebrać, bo tym razem dzwoniła Olivia.
- Przepraszam, ale nie chcę na razie z nikim rozmawiać. Jestem w Londynie i czekam na taksówkę. Nie przyjeżdżaj dzisiaj.. Pobądź jeszcze ten jeden dzień z Niallem. - powiedziałam wstrzymując z całej siły łzy.
- Ale.. - dziewczyna zaczęła.
- Proszę. Ucałuj ode mnie.. wszystkich. - powiedziałam wahając się.
Rozłączyłam się i schowałam telefon do torebki. Czas zleciał mi szybko i już zmierzałam w stronę samochodu. Oznajmiłam kierowcy dokąd mamy jechać. Kiedy siedziałam w samochodzie, zastanawiałam się jak ja o tym wszystkim powiem mamie. Wróciłam jeden dzień wcześniej, a przecież dziękowałam jej prawie na kolanach, że kupiła mi bilety.. Najlepiej chyba będzie, jak powiem jej prawdę.
- Jesteśmy. -  przerwał mi w rozmyślaniu kierowca.
Zapłaciłam, wzięłam torbę i skierowałam się w stronę domu. Byłam zdziwiona, bo moja mama była jeszcze w domu. Zwinnie wyciągnęłam klucze z najmniejszej kieszonki i otworzyłam drzwi. Już poza drzwiami czułam ten cudowny zapach naleśników.
- Kto to ? - spytała moja mama.
- Ja. - odpowiedziałam ściągając buty.
Mama piorunem wyszła z kuchni i spojrzała na mnie mega zdziwiona.
- Co się stało ? Dlaczego wróciłaś wcześniej ? - spytała mama.
Nie byłam wstanie jej powiedzieć co się stało, więc po prostu się rozpłakałam.
- Córuś, co jest ? - spytała mama głaszcząc mnie po głowie.
- Proszę.. Nie chcę mówić o tym teraz. Pójdę do siebie. - odpowiedziałam, wzięłam torbę i poszłam do swojego pokoju.
Rozpakowałam rzeczy i rzuciłam się na łóżko. Doszedł do mnie sms.
Kochanie, ja.. Ja nie wiedziałem co robię. Kocham Cię jak nikogo innego i proszę.. Muszę z Tobą porozmawiać. Ja, ja tego nie chciałem ! Naprawdę Cię kocham i jestem wstanie zrobić wszystko, żebyś mi wybaczyła. 
Kiedy to przeczytałam, wybuchłam jeszcze większym płaczem i rzuciłam telefonem o ścianę. Miałam ochotę się zabić. Może pomyślicie, że to żałosne, ale ja na prawdę tak się czułam.. Jakby moje życie straciło sens. Siedziałam teraz sama w pokoju z podkulonymi nogami.. Nagle dostałam jakiegoś bodźca, wzięłam na szczęście cały telefon, klucze od biura mojej mamy , założyłam szarą bluzę i wybiegłam z domu. Biegłam mijając ulice jedna po drugiej. Nie zatrzymywałam się bojąc się, że będę chciała zawrócić.  Kiedy byłam już pod wieżowcem, odezwał się do mnie jakiś mężczyzna:
- Co ty tu robisz ? - spytał ochroniarz.
- Ja, ja jestem od Pani Graves. Zapomniała jakiś papierów i wie pan.. - próbowałam coś wymyśleć.
Mężczyzna machnął ręką i przepuścił mnie. Kiedy weszłam do biura zobaczyłam przed sobą wielkie szklane drzwi a za nimi taras. Nie zastanawiając się długo, zamknęłam drzwi od strony wewnętrznej i udałam się za szklane drzwi. Spojrzałam w dół.. Było dobre paręnaście metrów. Zaczęłam płakać.. Przełożyłam jedną nogę, potem drugą.. Zamknęłam oczy, dalej trzymając się barierki. Spojrzałam do tyłu i przełknęłam głośno ślinę. Już chciałam TO zrobić, kiedy usłyszałam:
- Nie rób tego !
________________________________________________________________________________
Wiem, że krótki, ale jakoś tak wyszło :C. Mam nadzieję, że mi wybaczycie xx